Sponsorzy










Login Form







Wyniki konkursu literackiego PDF Drukuj Email
Piątek, 07. Grudzień 2018 22:31

 

 

Wyniki konkursy literackiego

Polska emigracja we Francji na przestrzeni dziejów "


- wyróżnienie "Emigrant"  praca opatrzona godłem mon embleme
- wyróżnienie "Emigranckie piksele"   praca opatrzona godłem KRIS

Autorów wyróżnionych prac zapraszamy na spotkanie opłatkowe  Chojnickiego Towarzystwa Polsko-Francuskiego
16 grudnia godz. 16.00 do Restauracji Sukiennice.
Podczas spotkania odbędzie się wręczenie nagród.
Oto wyróżnione prace:

mon emblème

,,Emigrant’’

Jestem kobietą. Jestem matką. Jestem dwudziestosześcioletnią Polką. Nie jestem pisarzem ani historykiem. Jestem miłośniczką literatury. Z Francją (poza zamiłowaniem do perfum Coco Chanel) łączy mnie niewiele. Może i porywam się z motyką na słońce. Ale postaram się odgadnąć, co (a może kogo ?) Fryderyk Chopin kochał we Francji najbardziej.

W XIX wieku ruch emigracyjny ludności polskiej nie bez przyczyny nazwano ,,wielką emigracją’’. Ogrom polskiej społeczności opuszczał rodzime ziemie. Bezpośrednim bodźcem tego zjawiska był upadek powstania listopadowego. W wędrówce na Zachód uczestniczyła najznamienitsza polska inteligencja, arystokraci, pisarze i poeci. Wśród emigrantów znalazł się również Fryderyk Chopin.

Sądzę, że nawet Monsieur Chopin nie zdawał sobie sprawy, że spędzi we Francji połowę swojego życia. Zresztą po dziś dzień biura podróży organizują wycieczki szlakiem polskiego kompozytora. Od zamku Thoiry po cmentarz Pere- Lachaise. Ale o tym później!

Nie chcę pisać kolejnej biografii Fryderyka Chopina. Jednak muszę przedłożyć, że nie ma jednoznaczniej daty narodzin kompozytora. Metryka chrztu podaje datę 22 lutego 1810 roku, natomiast rodzina artysty utrzymuje 1 marca jako dzień narodzin cudownego dziecka. Cudowne dziecko! Takim mianem określała Fryderyka warszawska prasa. Powodem ku temu był ogromny talent, jaki Chopin ujawnił (zaledwie!) w wieku 7 lat, tworząc dwa polonezy: g-moll i B-dur.

Muszę przyznać, że los był łaskawy dla naszego rodaka. Chopin ukończył studia na warszawskiej Szkole Głównej Muzyki. Talent pozwolił mu na podróżowanie i spełnianie się w szlachetnej sztuce koncertów.

Jesienią 1831 roku postanowił wyjechać do Paryża. Nie spodziewał się, że na Polach Elizejskich spotka tylu Polaków, którzy szukali schronienia przed rosyjskimi okupantami.

Jaki wiódł żywot? Odnalazł się jako emigrant? Okazuje się, że tak. Był stałym gościem paryskich salonów. Udzielał nauk gry na fortepianie, spotykał się z przyjaciółmi, na których to prywatkach reprezentował kunszt pracy kompozytora.

To oficjalne fakty z życia Fryderyka Chopina. Możemy je znaleźć w każdej encyklopedii. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła przysłowiowej wisienki na torcie. Przeszukawszy czeluści Internetu, natknęłam się na zaskakujące informacje. Chopin miał 19 lat, kiedy 21 kwietnia 1829 roku ujrzał Konstancję Gładkowską po raz pierwszy. Śpiewała na koncercie w konserwatorium. Jesienią tego samego roku Fryderyk pisał do przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego: „Bo ja już może na nieszczęście mam mój ideał, któremu wiernie, nie mówiąc z nim już pół roku, służę, który mi się śni, na którego pamiątkę stanęło Adagio od mojego Koncertu, który mi inspirował tego walczyka dziś rano, co Ci posyłam.’’[1] Ale co to oznacza? Czyżby młody Fryderyk miał w Polsce narzeczoną?

W epoce romantyzmu każdy szanujący się artysta musiał mieć muzę. Trzeba przyznać, że Konstancja robiła wrażenie. Już jako 16-latka otrzymała rządowe stypendium dla przyszłych śpiewaczek operowych. Była ulubienicą profesora Carlo Solivy, dyrektora warszawskiego konserwatorium. Szybko stała się rozpoznawalna, wręcz popularna – jej nazwisko anonsowano na plakatach podczas występów w Berlinie. Gmach Teatru Wielkiego, jednego z najbardziej śmiałych zamierzeń architektonicznych ówczesnej Europy, rósł w oczach, a Konstancja miała być jedną z ozdób operowej sceny, jej wielką diwą, perłą w koronie. Jak na tak młody wiek osiągnęła naprawdę sporo. Tylko dlaczego nie wspomniał o Konstancji swojej francuskiej kochance George Sand?

Zanim zagłębiłam się w miłosnych historiach kompozytora Chopina, byłam przekonana, że to kobieta stoi za jego przywiązaniem do Francji. Wiadomo, my- kobiety- jesteśmy odpowiedzialne za najpoważniejsze decyzje w życiu mężczyzn i stoimy za wieloma sukcesami. Jednak teraz nie jestem tego taka pewna. Fryderyk nie był stały w uczuciach. W Skierniewicach zostawił młodą śpiewaczkę, w Paryżu przeżył miłosny epizod z Marią, z domu Wodzińską, aby resztę żywota spędzić u boku George Sand. Bez legalizacji związku!

Może nie jestem obiektywna. W końcu mogę bez przeszkód wybrać się z córką do lekarza, urządzić przyjęcie w domu, albo odwiedzić groby bliskich. Co ja mogę wiedzieć o emigracji z pobudek politycznych? Taka mnie naszła refleksja w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Dla Chopina, jak zresztą dla wielu Polaków, nie było to osiągalne. Dlatego sądzę, że osiadł na stałe w paryskiej ziemi, bo tam było łatwiej. Tam mógł bez przeszkód realizować swoje pasje i żyć. Po prostu żyć.

Tak ukochał w sobie francuską ojczyznę, że zgodnie z jego wolą dnia 17 października 1849 roku, po długiej chorobie, został pochowany na cmentarzu Pere- Lachaise w Paryżu.

Przenieśmy się na chwilę w miejsce ostatniego spoczynku Polaka. Cmentarz Pere- Lachaise jest największym tego typu obiektem w Paryżu. Na jego terenie możemy znaleźć płytę nagrobną m.in. Honoriusza Balzaca, Oscara Wilda i Edith Piaf. Nigdy tam nie byłam. Ale wirtualne podróże pozwalają ujrzeć groby tychże znakomitych osobistości.

Jaka jest końcowa refleksja? Chyba najprostsza z możliwych. Nieważne, gdzie przyszedłeś na świat. Ważnym jest, gdzie chcesz z światem iść za rękę. I nie musisz mieć francuskich korzeni, grać na fortepianie z zamkniętymi oczami, aby utożsamić się z francuskim Polakiem. Emigrantem Fryderykiem Chopinem.

Autorka: Michalina Sikora

 


 

Kris Emigranckie piksele

Czech
Mała pożółkła fotografia w kolorze sepii z brzegami w falowane wzorki.
Na niej chłopiec z włosami jasny blond sfotografowany z profilu. Wygląda na około 10 lat. Ubrany w
marynarkę, która dodaje mu powagi. Na odwrocie odręczny napis „ Czech w drodze do Francji 1935
rok”.
Kim jest ten chłopiec? Co oznacza tekst na odwrocie? Kto zapisał tą informację?
Czech mieszkał w małej podwarszawskiej miejscowości, gdzie przyszedł na świat w 1924 roku w
rodzinie ubogiego rolnika. Rodzina była bardzo skomplikowana. Jego dwie starsze siostry były pół
siostrami. Matka zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach. Nigdy nie mówiło się o tym.
Czech nigdy nie poznał prawdy o jej śmierci.
Siostry wychowywały go. Zastępowały matkę na ile tylko umiały. Poza obowiązkami szkolnymi
prowadziły dom, organizowały jakieś posiłki żeby przetrwać z dnia na dzień.
Ojciec pracował na gospodarstwie jednak nie miał talentu rolnika. Jakoś to wszystko trwało ale na
granicy. Zdarzało się, że po lepszych zbiorach lekką ręką przepuszczał pieniądze w karczmie. Wielu
kolegów w podobnej sytuacji robiło tak samo. Nie myśleli o rodzinie. Wystarczyło towarzystwo, karty,
trochę okowity i spojrzenie na problemy zmieniało się. Gdy okazało się, że z gospodarstwa niewiele już
zostało, Aleksander wyrusza „za chlebem do Francji”.
Jest rok 1930. Czech ma tylko 6 lat, nieco starsza Czesia jest już dziesięciolatką a Marysia ma 15.
Ojciec wyjeżdża do Zagłębia Lil i podejmuje pracę w kopalni. Jest górnikiem, pracuje ciężko.
Europa jest w kryzysie gospodarczym więc nie jest łatwo w żadnym kraju i zawodzie. Mocno trzeba
zaciskać pasa, żeby przeżyć i wysłać pieniądze dla dzieci. Dziewczyny chodzą do sąsiadów na tzw.
odrobek za ziemniaki, jajka czy chleb albo kawałek mięsa. Trwają i wiedzą, że muszą opiekować się
Czechem. Jednak już jedenastoletni chłopiec bardzo potrzebuje opieki ojca. Ustalają, że musi jechać do
Francji. Tam jest ojciec, lepsze życie i szansa na przyszłość. W Polsce jeszcze wszystko w powijakach.
Kraj rolniczy dopiero stawia pierwsze kroki w rozwoju gospodarczym.
Jak Czech dotarł do ojca...nikt tego nie pamięta ale radość była wielka bo taki nowy świat.
Wielkie dymiące kominy kopalni. Takie ładne domki, ogródki...wszystko takie inne... .
Mieszka z ojcem w małym domku, który dzielą do spółki z rodziną z Załubic. Rodzina sąsiadów
jest kompletna. Ojciec, pan Franciszek pracuje w kopalni z Aleksandrem, pani Helena zajmuje się domem
i dziećmi -Jankiem, starszym od Czecha o rok i małą trzyletnią Basią. Janek przyjechał z Polski a Basia
urodziła się tutaj już we Francji.
Codzienne życie Czecha z ojcem toczy się w niewielkie zgrabnej kuchni, pokoju dziennym z
którego jest wyjście do ogródka i sypialni. Wszystko jest bardzo skromne ale schludne. Przed domem jest
pompa z której pobiera się wodę na potrzeby domowe. Za domem dyskretna toaleta
„wychodek” do wspólnego użytku.
Sąsiedzi mają oddzielne wejście do swojego królestwa. Pomieszczenia mają większe ale wszystko jakby
takie samo. Dom zbudowany jest z szarego kamienia i pokryty łupkiem. Ciekawe jest to, że kopalnia
miała takie domki dla robotników. Czynsz był bardzo niski. Każdego, kto pracował w kopalni było stać
na taki kwaterunek.
Przed domem, tuż przy furtce (ogrodzenia były bardzo symboliczne) były skrzynki na zaopatrzenie.
Obwoźni sprzedawcy codziennie rano dostarczali świeże pieczywo, warzywa, owoce, mięso, mleko
Czecha zachwycało śpiewne zawołanie sprzedawcy zbliżającego się do domu z towarem.
Dziwny był sposób prowadzenia handlu obwoźnego. W skrzynce odbywała się wymiana towaru
na pieniądze. Pieniądze za towar i kartkę z zamówieniem na następny dzień należało położyć i już. Jakoś
wszystko się zgadzało i nic nie ginęło.
Od września rozpoczyna się nauka w szkole. W klasie są dzieci z Polski i mali Francuzi, którzy
mieszkają w okolicy. Razem jest 23 uczniów. Czech został przyjęty do klasy trzeciej ale bez znajomości
języka francuskiego. Jednak początki są trudne. Nic nie rozumie na lekcjach. Wie, że musi wytrwać. Musi
chodzić do szkoły bo do Polski nie wróci. Musi zostać z ojcem, musi dać radę. Lekcje są wypełnione
ciszą. Tylko słychać głos nauczycielki, która uczy francuskiego, matematyki, przyrody i prowadzi
gimnastykę na świeżym powietrzu. Jednak najlepszą nauczycielką jest wspólna zabawa. Dzieciaki
porozumiewają się w mgnieniu oka.
Czech jest zachłanny na wiedzę o wszystkim i w lot przyswaja słowa, zwroty i małe podwórkowe
głupoty. W szkole uwielbia lekcje, na których można śpiewać. Ma dobry słuch muzyczny. Do melodii
szybko chwyta słowa, opanowuje teksty i zapamiętuje. Nabiera odwagi i widzi, że język nie sprawia mu
trudności. Chętnie uczy się. Otrzymuje promocję do następnej już czwartej klasy. Jest bardzo szczęśliwy.
W nagrodę może pójść do kina. To jego pierwsze spotkanie z Fernandelem.
Od obejrzenia pierwszego w życiu filmu, został fanem jego komediowego talentu i do końca życia
wspominał to zauroczenie filmem i aktorem.
Życie polskich emigrantów nie było łatwe. W okolicy mieszkało sporo całych rodzin. Byli to mieszkańcy
z okolic Łodzi, Warszawy, Lublina. Wyraźna była obecność ludności ze wschodniej Polski. Układali
swoje życie na obczyźnie. Czy tęsknili? Nie mówili o tym. Przy spotkaniach sąsiedzkich mówili o życiu
tutaj na obczyźnie. Cieszyli się swoim nowym światem, który nie był wrogi. Jednak wszystko zaczęło
zmieniać się, gdy wybuchła wojna. Czech ma tylko 15 lat.
Chodzi do szkoły ale bacznie obserwuje wydarzenia. Zagląda do lokalnych gazet. Wsłuchuje się w
wiadomości i komunikaty. Z Jankiem zaczynają planować swoją ucieczkę do Francuskiego Ruchu Oporu.
Udaje się. Wyruszają na pierwsze sabotażowe akcje. W końcu Francja już jest w stanie wojny z
Niemcami. Nie ma na co czekać. Jest wojna!
Czech wstępuje do Wojska Polskiego tworzonego we Francji - jest 1942 rok. Walczy na zachodzie aż w
końcu z frontem zachodnim przesuwa się na wschód by wrócić do kraju w 1945 roku.
Do Raju Utraconego nigdy nie wrócił. Zawodowo został związany z wojskiem. O swojej miłości do
tego kraju opowiadał dzieciom, wnukom. Był społecznym tłumaczem języka francuskiego, gdy pojawiała
się taka potrzeba. Pięknie śpiewał. Każdy poranek w domu rozpoczynał się piosenkami francuskimi.
Uwielbiał rozmowy z córkami w języku francuskim bo
w najlepszych szkołach nauczano francuskiego.
Jego miłość do Francji pozostała w sercu i nieukrywanych wspomnieniach.


Zosia
Jest lato 1983 roku. Zosia realizuje się zawodowo na dobrym stanowisku pracy w dużym
przedsiębiorstwie. Trzy lata temu skończyła studia, jest inżynierem a nade wszystko pracowita.
W firmie ma już swoją markę. Jednak stan wojenny, który właśnie został zakończony wywarł piętno na
wszystkich. W końcu początek kariery zawodowej został naznaczony ogłoszeniem stanu wojennego.
Swoje znaczenie ma przynależność do związków zawodowych. Ludzie boją się rozmawiać o wszystkim i
o niczym. Nadal panuje strach.
Tadek jest o kilka lat starszy. Pracują razem. Jest cenionym pracownikiem. Zajmuje się sprawami
energetycznymi w firmie. Wypatrzył Zosię, odprowadzał do domu po pracy i doprowadził do ołtarza.
Oboje mają rodzinę we Francji. Zosia starszą siostrę Zdzisię, która jako nastolatka wyjechała do
wujostwa i tam została. Tadek ma kuzynostwo ze strony ojca.
Po wielkich staraniach o paszporty wyjeżdżają na krótki urlop do Francji latem 1986 roku. Spotkania
rodzinne przekładają się na decyzję przyjazdu do Francji na stałe. Wracają, by do swojej decyzji
przygotować rodzinę w Polsce. Potrzebują trochę czasu. Wszystko odbywa się w wielkiej tajemnicy.
Planują ponowny urlop. Jest już wiosna 1989. Mają zaproszenia, paszporty i wnioski o rozwiązanie
umów o pracę.
Wyjeżdżają. Następnego dnia po przekroczeniu granicy, Zosi młodsza siostra oddaje wnioski w
kadrach... .
Na miejsce przeznaczenia wybierają Alzację. Praca dla obojga była przygotowana. Wszystko im
się podoba. Zaczynają nowe życie. Na szczęście oboje znają język. Zosia z liceum a Tadek z technikum.
Radzą sobie. Od czerwca podejmują pracę. Mija tylko kilka dni i słyszą w wiadomościach...w Polsce
upadł komunizm!!! I co teraz? Mamy wracać? W kraju nastąpił zwrot polityczny. Zaczyna się nowe
życie! Podejmują decyzję, że zostają. Mieszkają w mieszkaniu zakładowym z firmy Tadka -kopalni soli
potasowej. Radzą sobie. Żyją na swój rachunek.
Oszczędzają na własny dom. Związują się z polską wspólnotą katolicką w parafii. Proboszcz jest
Polakiem i bardzo dba o życie towarzyskie rodaków. W każdą niedzielę odbywa się msza w języku
polskim a po niej spotkanie przy kawce. Ciasto upieczone w domach dostarczają parafianki. Mają
wyznaczoną kolejkę na kolejne niedziele.
Po trzydziestu latach życia na obczyźnie, Zosia i Tadek są nadal wśród Alzatczyków. Mają swój dom
pod Miluzą. Już zakończyli pracę zawodową. Do Polski nie wrócili. Tutaj żyje się łatwiej.
Jest lepsza opieka nad ludźmi starszymi... .
Zosia jest zasypywana lawiną pytań, bo właśnie świadczy usługi przewodnickie. To jej pierwsza
przygoda w takiej roli. Zawsze była uczestnikiem wycieczkowiczem. Przyjmuje grupę z Polski, która
odbywa „tour de France” . Koleżanki Zosi z lat studenckich uznały, że będzie najlepszą przewodniczką. Z
grupą spędza trzy dni. Jest starannie przygotowana. Pokazuje Miluzę, alzacki szlak winny, Wogezy.
Wszystko, co najpiękniejsze w tej części Europy. Ciekawie mówi o historii Alzacji i Lotaryngii. Na
pytanie kim bardziej czują się rdzenni mieszkańcy -Francuzami czy Niemcami, pada jedna odpowiedź: są
sobą. Dbają o swoją tożsamość, kulturę, tradycje i sposób życia. Bez względu gdzie przebiegają granice
Niemiec i Francji, Alzacja i Lotaryngia stanowią swoje prawo i pielęgnują tożsamość.
Alzację zamieszkują emigranci różnych narodowości. Wszyscy układają swoje życie na miarę
potrzeb i możliwości. Najważniejszy jest warunek poszanowania godności każdego i swojej.

Anna
... będę miała na sobie czerwoną spódniczkę, mówi rozmówczyni.
Spotkamy się pod Łukiem Tryumfalnym... .Cała grupa wypatruje czerwonej spódniczki na młodej
kobiecie. Jest!
... mam na imię Anna i tak wam pokażę Paryż, że będziecie mieli mnie dosyć! dosyć! dosyć!
Energicznym gestem nad głową pokazuje takie ...ciach i już!
Rozpoczyna się trzydniowa paryska wędrówka z Anną. Anna wiedzie grupę najważniejszymi traktami,
miejscami historycznymi, które miały i mają wpływ na historię i losy Europy i świata.
W obiektach skupia się na szczegółach architektonicznych i roli światła o każdej porze dnia i w każdym
miejscu. W trakcie zwiedzania mówi też o sobie. Jest historykiem sztuki. Do Paryża przyjechała w
trakcie studiów. To był początek wymian studenckich w ramach programu Erasmus. Znała język
francuski na tyle, by swój wymarzony kierunek studiować tutaj. W Paryżu jest zakochana od zawsze.
Kocha w nim wszystko. Jest bardzo uważna, gdy przemieszczając się wśród tłumów podążających w
różnych kierunkach, widoczne są wszystkie kolory skóry. Pod bazyliką Sacre Coeur rozbrzmiewa
muzyka gitarowa. Widoczny jest czarnoskóry młodzieniec grający na gitarze. Ktoś z grupy proponuje by
zatrzymać się na chwilę i posłuchać tego murzyna. Anna natychmiast dodaje...ten chłopiec gra pięknie i
mocno akcentuje 'chłopiec'. Tutaj przez całe dnie słychać dużo muzyki z każdej strony bazyliki. Z resztą
cały Paryż rozbrzmiewa muzyką z różnych stron świata. Jednak nie zginęły kolorowe karuzele z
katarynkami i harmoszkami. Ten klimat zachował się w zaułkach i na placykach. Nie każdy umie
odczytać, że to jest paryska wizytówka z przełomu wieków XIX i XX.
Wszyscy chłoną paryskie pejzaże i utrwalają na fotografiach robionych w biegu. Odnajdują miejsca
Paryża znane z opisów literackich, filmów czy obrazów. Teraz to tylko identyfikacja, co widzimy i gdzie
jesteśmy. Współczesne życie w Paryżu nie jest łatwe. Anna nie odnosi się do faktu, że dzisiejszy Paryż
jest jednym z najniebezpieczniejszych miast na świecie. Z dumą mówi, że wynajmuje mieszkanie w
starej części miasta z widokiem na Wieżę Eiffela. Wszędzie może dojechać metrem lub naziemną
komunikacją. Tutaj jest szczęśliwa. Grupy polskie oprowadza żeby trochę dorobić, bo pieniędzy nigdy
za dużo. Całkiem zgrabnie pomija pytania, czy wróci do kraju.
Z grupą rozstaje się przy stacji metra na Placu Pigal. Dalej grupa sama dojeżdża do cmentarza
Pere-Lachaise. W pośpiechu trwają poszukiwania miejsc spoczynku naszych wielkich rodaków...
Fryderyka Chopina, generała Józefa Wybickiego, Eweliny Hańskiej -żony pisarza Honore de Balzaca
czy serca Marii Walewskiej.
Są tutaj w panteonie wybitnych artystów, pisarzy, filozofów, naukowców czy polityków.
To od nich rozpoczęła się wielka emigracja do Francji...

Posłowie
'Emigranckie piksele' w zarysie przedstawiają trzy kolejne pokolenia ludzi sobie obcych, którzy z
różnych przyczyn wybrali życie na emigracji we Francji.Kris Emigranckie piksele

Autorka: Krystyna Guzowska